NASZ CZŁOWIEK W TARAPATACH

Mamy przyjemność porozmawiać z Anną Janotą-Bzowską – mamą  i jej 12-letnim synem Kubą, który zagrał jedną z głównych ról dziecięcych w filmie „Tarapaty”. Na deskach Dorożkarni zadebiutował 5 lat temu tytułową rolą w „Rzodkiewkowym królewiczu”.

Dorożkarnia: Film wszedł na ekrany kin w połowie września i bije rekordy popularności. Kto zdecydował, że Kuba zgłosi się na casting – mama czy syn?

Kuba: Zdecydowaliśmy oboje. Choć mama powiedziała, że to jest moja decyzja, jeśli będę chciał, jeśli mi się to podoba, to jest na tak.

Mama: Syn, stanowczo (uśmiech).To też był przypadek, że na zajęciach teatralnych w Dorożkarni pojawiła się pani reżyser. Obserwowała je i zaprosiła Kubę na casting. Ostatecznie to jednak Kuba zdecydował, że chce spróbować.

D: Kuba, zostałeś wybrany do roli spośród blisko tysiąca dzieci. Jak wyglądał casting?

K: W pierwszym etapie mailem dostałem tekst, którego musiałem się nauczyć.  Na castingu przegadywałem go z panią reżyser i dostałem jeszcze dwie kolejne sceny do nauczenia się. Drugi etap to była integracja: 10 chłopców i 10 dziewczyn. Zostaliśmy podzieleni w pary, musieliśmy sobie improwizować i ćwiczyć sceny z tekstu. Dużo rozmawialiśmy ze sobą.

D: Pierwszy dzień na planie, kto bardziej się denerwował Kuba czy rodzice?
A:
Myślę, że wszyscy razem. Syn podchodził do tego jak do czegoś nieznanego, my też mieliśmy pewne obawy – czy da radę, czy będzie potrafił się skupić, czy nauczy się wszystkiego i spełni oczekiwania reżysera.

D: Kuba, grasz dużą rolę, ciężko było ci przyswoić tekst? Zdradzisz sekret jak ci się to udało?

K: Wiele osób mówiło mi, że mam bardzo dobrą pamięć. Scenariusz dostaliśmy przed wakacjami, żeby się go nauczyć. Później, już na planie dostawaliśmy sceny na 1-2 dni w przód. Reżyserka pani Marta mówiła, żebyśmy nie wykuwali na blachę, bo i tak mogą być zmiany w trakcie zdjęć, czasem mówiliśmy coś dodatkowego.

D:  Czy rola nastolatka w dużym filmie to dla Mamy duże wyzwanie?

A: Myślę, że dla mnie to przyjemność patrzenia na to co powstało. Dostrzegam w synu mnóstwo cech, które ma też jego filmowy bohater. Z drugiej strony widzę też Kubę, który czasem reaguje inaczej niż w domu. Czy to nastolatek czy kilkulatek, dla rodzica to zawsze dziecko. Do końca życia.  (śmiech)

D: A Kuba na co dzień? Jaki jest, co go kręci? 

A: Myślę, że jest otwartym i bardzo chłonnym dzieckiem, które uczy się przez poznawanie i dotykanie. Nie jest typem samotnika, który siedzi w kącie i czyta książki. Chce poznawać świat przez doświadczenie, żyć tym, co go intryguje. Być może dlatego tak dobrze odnalazł się w roli filmowego Olka. Na planie wszyscy z ekipy mówili, że codziennie mieli 100 pytań od Kuby: a jak to działa, a jaki jest efekt tego, a jak to jest zrobione, dlaczego tak a nie inaczej, jak to ustawić?

D: No tak, to jak radziłeś sobie Kuba na planie zdjęciowym?

K: Ooooj, plan zdjęciowy to przede wszystkim baaardzo dużo czekania. Dzień wyglądał tak, że kręciliśmy sceny już nie pamiętam ile godzin, potem mieliśmy przerwę godzinną na obiad, potem znowu kręciliśmy sceny, a  potem wracaliśmy do domu. Zdjęcia trwały w różnych porach, czasem od rana do popołudnia, czasem od 17.00 do 22.00, ale były też sceny które kręciliśmy nad ranem. Plan był ustawiony od godziny trzeciej w nocy do południa, więc trzeba było bardzo wcześnie wstać.

D: Wielu młodym ludziom wydaje się, że gra w filmie to przede wszystkim świetna zabawa, ale przecież ta super przygodo trochę Cię kosztowała.
K:
Tak, musiałem zrezygnować z połowy wakacji i ze szkoły w pierwszych 3 tygodniach roku szkolnego. Potem musiałem nadrabiać zaległości, ale jakoś mnie nie zasmuciło to, że nie będę do niej chodził. Straciłem wakacje, ale drugiej strony moimi wakacjami było kręcenie filmu. To prawda była to praca, ale bardzo przyjemna.

D: Ktoś wspierał Cię na planie?
K:
Na plan przywoził i odwoził mnie Tata, a tam  wspierała mnie cała ekipa. Wszyscy byli super mili. Poznałem Dawida z reżyserii w Łódzkiej Szkole Filmowej, zaprzyjaźniliśmy się i dużo czasu ze sobą spędzaliśmy.  

D: Premiera za Tobą. Jesteś jeszcze bardzo zajęty pokazami, spotkaniami z widzami, wywiadami?  Wyspałeś się już?

K: Ze spaniem nie mam problemu, bo spotkania są zwykle o normalnych porach. Czasem jeździmy gdzieś na pokazy np. ostatnio byliśmy w Sosnowcu i Gliwicach. Nie jest  to męczące, jest to bardzo przyjemne.

D: O co najczęściej pytają widzowie?

K: Ooooj, pytają o bardzo dużo rzeczy (śmiech). Prezenterów i dziennikarzy interesuje jak trafiliśmy do filmu, jakie są nasze zainteresowania. W czasie spotkań są też pytania o konkretne sceny z filmu, o sceny kaskaderskie ze spadaniem, sceny ze sztucznymi rzeczami (np. sztuczną krwią) i o te, których nie ma na ekranie, ale są w książce.

D: Mama zdradziła już, że jesteś niezwykle ciekawym świata nastolatkiem. Masz wiele zainteresowań, z jednej strony sport, z drugiej teatr w Dorożkarni, a jest jeszcze szkoła. To całkiem sporo, nie masz czasem dość?

K: Nie jest źle. Jakoś udaje mi się to wszystko pogodzić, nie mam kłopotów nauce. Chodzę na zajęcia z akrobatyki, trenuję pływanie, czasem też ćwiczę sam, ale mam też takie dni, że nie robię nic.

D: Aniu, wiemy, że będąc nastolatką także występowałaś na scenie. Pochwal się.

A: Było ciekawie, to były lata 80-te ubiegłego wieku, ja mniej więcej w wieku Kuby. Śpiewałam w kościelnej scholi  i wraz z innymi dziećmi zostałam zaproszona do udziału w projekcie, który później przerodził się w Teatr Muzyczny Pantera. W Panterze zostałam aż do matury.

D: Myślisz, że Twoje artystyczne doświadczenia miały wpływ na Kubę? Wszak to mama przyprowadziła go na zajęcia teatralne.

A: Mam filozofię, że takie zajęcia teatralne są potrzebne każdemu dziecku po to, by później w życiu dorosłym nie mieć problemu z wystąpieniami publicznymi, z wypowiadaniem się. Taką wewnętrzną większą pewność siebie można opanować właśnie w ten sposób.
Dlatego zapisałam Kubę na zajęcia przedszkolne w Dorożkarni. Żeby przez zajęcia rytmiczno-artystyczne oswoił się z występowaniem, żeby był między innymi dziećmi, żeby potrafił  zapanować nad stresem. To miała być przygoda, nie było planu, że Kuba ma być aktorem. Absolutnie.

D: Kuba, chciałbyś wystąpić jeszcze w filmie?

K: Chciałbym, ale chyba jak będę trochę starszy. No chyba, że nadarzyłaby się super okazja, super film.

D: A jaki to jest super film?

K: Na przykład „Tarapaty 2” (uśmiech), choć raczej nie ma szans na to.  

D: Dlaczego warto obejrzeć „Tarapaty”?

K: Po pierwsze dlatego, że jest to polski film, co rzadko się teraz zdarza. Dużo osób pyta, kiedy będzie następny taaak dobry film. Po drugie jest to film dla dzieci, ale nie tylko,  wielu starszym osobom też się podoba. Po trzecie jest to film emocjonujący, przygodowy z elementami grozy, ale ta groza nie jest straszna. Jeszcze ani jedno dziecko nie powiedziało, że to był słaby film.

D: Co byś poradził dzieciom, młodzieży, którzy chcieliby wystąpić w filmie? Twoje 3 rady, co warto zrobić, żeby takie marzenie zrealizować?

K: Po pierwsze szukać różnych castingów i śmiało na nie chodzić. Po drugie chodzić do Dorożkarni na zajęcia teatralne (uśmiech). Po trzecie wierzyć w siebie i nie poddawać się, nawet jeśli nie dostanie się do filmu za pierwszym razem. Często tak jest, że jest się dobrym, ale potrzebna jest inna osoba, bardziej pasująca na przykład wyglądem do danej roli.

D: A co mama podpowiedziałaby rodzicom dzieci marzących o roli w filmie?

A: Żeby nie naciskali (uśmiech), żeby nie robili nic na siłę, żeby to wyszło od dziecka. Jeśli to ono będzie chciało, będzie to naturalną konsekwencją uzdolnień, które ich pociechy mają.

D: Jak wspierać dzieci w ich zainteresowaniach artystycznych?

A: Myślę, że rolą rodziców jest dać im szansę poznania. Niech próbują różnych rzeczy w życiu – gry na gitarze, gry w teatrze, śpiewania na scenie. W Warszawie jest tyle możliwości, które wymagają tylko zaangażowania rodziców w kwestii dojazdu. Dzieci powinny próbować i szukać tego, czego same chcą. Klucz do sukcesu to robić to, co się lubi.

D: Pięknie dziękujemy za rozmowę.

 

Rozmawiała: Aleksandra Antolak.